Tym razem trafiłam do Meksyku… Co motywuje mnie, by podróżować i być stale w ruchu...? Dlaczego ryzykuję? Dlaczego piszę? I co robię, że spotykam na swojej drodze tak cudownych ludzi? Odpowiedzi na te czy inne pytania znajdziecie, śledząc mojego bloga… Razem ze mną uwierzycie, że niemożliwe jest możliwe, a marzenia się spełnia! Zapraszam serdecznie, Aleksandra Grzymkowska

czwartek, 23 lipca 2015

Otaczaj się wspaniałymi osobami. Basia

Myślę, że spotkaniem z Basią po raz kolejny udowodniłam, że przypadki nie istnieją. Jeśli byłoby inaczej, to życie musiałoby składać się z przypadków albo być przypadkiem. I znów zaprzeczę. Ani moje życie ani Twoje, ani nikogo innego nie jest przypadkiem. W takim razie co sprawia, że przytrafiają się niespodziewane lub od długiego czasu wyczekiwane momenty? Że trafiamy na tych, których szukaliśmy, że dzieje się tak, jak powinno się dziać? Pozytywne myślenie, twórcze… Pasja, miłość do życia, szczęście. Mój sposób na pomyślność, bądź dobrym człowiekiem, uśmiechaj się do innych, bądź jak magnez, dzięki któremu będziesz otaczać się tylko wspaniałymi ludźmi. Nie skupiaj się na tych, którzy narzekają, nie przejmuj od nich negatywnych emocji. Eliminuj złe dni, bo tylko Ty jesteś ich kreatorem. Złap kierownice w swoje ręce, wybierz odpowiednią trasę, a po drodze zgarniaj autostopowiczów tylko z pozytywnym nastawieniem do życia.


Jak poznałam Basię? Trafiłyśmy do tej samej kawiarni, tego samego dnia i o tej samej godzinie. Jak to było? Przeprowadzając wtedy redakcję autorską książki, nie mogłam w pełni się skupić. Rozproszona myślami o projekcie, stale sięgałam za telefon komórkowy, by na bieżąco kontrolować wiadomości, które dotyczyły projektu zorganizowanego wokół mojego debiutu. Było już dość mało czasu, a pojawiły się komplikacje odnośnie utworu muzycznego. I nagle… Przyznaję się z ręką na sercu, podsłuchałam rozmowę Basi z koleżanką. Usłyszałam, że jest aktywna muzycznie i to, co robi jest dla niej ogromną pasją. Czułam, że z minuty na minutę jestem coraz bardziej podekscytowana! Zaczepiłam Basię następnego dnia. Jak się okazało, liceum, do którego uczęszcza, znajduje się niedaleko lokalu, gdzie się poznałyśmy.


Basia na wieść o projekcie zareagowała dużym entuzjazmem, identycznie jak za pierwszym razem, kiedy ją zobaczyłam, emanowała ciepłem i optymistycznym podejściem do życia. Opowiedziała o kuzynie Szczepanie i umówiłyśmy się na kolejne spotkanie już we troje. Jak zawsze byłam otwarta na propozycje i zostawiłam dużą przestrzeń partnerom, którzy w zaskakująco krótkim czasie przygotowali utwór do filmu promującego powieść – termin realizacji projektu, nagrania wideoklipu i publikacji zbliżał się wielkimi krokami… Ale udało się! Przecież chcieć to znaczy móc, od zawsze to wiedziałam!


Osiemnastoletnia Basia (ur. w 1997 roku) jest członkiem znanej muzykującej rodziny Pospieszalskich. To młoda i niezwykle utalentowana uczennica liceum ogólnokształcącego oraz drugiego roku Wydziału Jazzu im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie wokalistyki jazzowej u prof. Janusza Szroma. Na wokal została przyjęta jako najmłodsza uczennica w historii szkoły. Coś niesamowitego! A w 2010 roku ukończyła pierwszy stopień szkoły muzycznej w klasie skrzypiec.



Wychowana w rodzinie muzyków, dzięki czemu już od dziecka uczestniczyła w licznych projektach muzycznych, koncertach oraz występowała na wielu prestiżowych scenach m.in. Filharmonii Narodowej, Teatru Wielkiego, Opery i Filharmonii Podlaskiej, Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu, Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Filharmonii Rzeszowskiej, Filharmonii Częstochowskiej i wielu innych. Jako wokalistka występowała i współpracowała z takimi muzykami jak: Anna Maria Jopek, Wojciech Waglewski, Anna Serafińska, Lora Szafran, Janusz Szrom, Andrzej Jagodziński, Bogdan Hołownia, Wojciech Zieliński. Wraz z kuzynem Szczepanem Pospieszalskim, który skomponował muzykę do wideoklipu promującego książkę „Przecież wiesz”, tworzą duet i są w trakcie nagrywania płyty z utworami na pograniczu jazzu i muzyki elektronicznej. Na co dzień gra również na fortepianie.
Ze szczególnym pozdrowieniem dla Basi



*Rodzina Pospieszalskich, z której pochodzi Basia, „to muzyczna rodzina pochodząca z Częstochowy. Jej członkowie nagrywali, komponowali i koncertowali zarówno pod własnym szyldem jak i z czołówką polskiej sceny muzycznej: Anną Marią Jopek, Justyną Steczkowską, Voo Voo. Z Rodziną Steczkowskich i innymi artystami co roku od grudnia do lutego odbywają serię koncertów wykonując w aulach koncertowych i kościołach kolędy i pastorałki często w niekonwencjonalnych aranżacjach i nowoczesnych brzmieniach.” (Źródło: http://www.lastfm.pl/music/Pospieszalscy)

wtorek, 23 czerwca 2015

Po prostu uwierz, że Tobie też się uda. Ramiona Jezusa w Rio...

Kiedy pakowałam walizkę w podróż do Brazylii, pomyślałam, że tym razem muszę udać się do Rio de Janeiro. Że nie mogę przegapić takiej okazji! W końcu nie bywam w tym egzotycznym kraju zbyt często. Mniej więcej po dwóch tygodniach, które spędziłam na czerwonej ziemi, ponownie trafiłam na lotnisko, właśnie z powodu Rio! Oczywiście musiałam podzielić się ze wszystkimi, którzy zawsze trzymają za mnie kciuki i kibicują zawzięcie. Z uśmiechem od ucha do ucha pisałam ze znajomymi z Polski, Meksyku, Kolumbii, Irlandii, Hiszpanii… W ogromnym podekscytowaniu opowiadałam, co mnie czeka i gdzie jadę. Śmiałam się, wspominałam swoje podróże i przyjmowałam serdeczne życzenia na kolejną szczęśliwą wojaż. Cóż za niezwykłe uczucie!


Kiedy w moim umyśle pojawia się jakiś cel, mówię sobie: Komuś innemu się udało, to i mi się uda! Zasłużyłam na szczęście i realizacje swoich planów. Dodatkowo mam tyle samo godzin w ciągu doby (smile). Dokładnie tak samo jak Ty. Nie musisz pragnąć rzeczy wręcz nieosiągalnych, nie musisz marzyc o czymś niezwykłym, czymś niespotykanym… Każdy z nas czegoś mocno chce. Tylko te pragnienia trzeba w sobie obudzić i wprowadzić je w życie! Bo bez względu jak są wielkie i jak dużą skale prawdopodobieństwa spełnienia mają, są ważne, bo są nasze. Są Twoje.


One się spełnią. Nie tylko ja o tym wiem, lecz także Ty. Uwierz, że masz siłę, by realizować to, co postanowiłeś. Uśmiechaj się, gdy będzie szło po Twojej myśli, zaciśnij zęby, gdy będzie źle i podążaj szlakiem, którym przecież prowadzi Cię serce. Bo ono wie, co dla Ciebie jest najlepsze. A jeśli się boisz, że zatrzymasz się i nie będziesz potrafił wznowić chodu, pomyśl o innych, którym się udało. Spójrz na tych, którzy mówią o swoich marzeniach i zwyczajnie je realizują.


Wciśnij w uszy słuchawki, włącz ulubioną muzykę, spójrz daleko przed siebie i głośno ogłoś światu: Dam radę! Niech usłyszy Cię Twoja dusza i niech uwierzy Twoje serce. Każda minuta, która właśnie się skończyła, już nigdy się nie powtórzy, nie zdubluje ani nie cofnie. Dobrze wiemy, ze nie na takiej mocy, by uczynić choć jedno z tych trzech czynności. Ale pamiętaj, kolejne 60 sekund należy wyłącznie do Ciebie, i tylko Ty możesz wykorzystać je w cudowny sposób. I nie zastanawiaj się, ile trwa kilkadziesiąt sekund, bo stracisz tylko kolejne chwile swojego jedynego tak pięknego życia, które masz.


Dziś otuliłam Ciebie szczególną myślą, podzieliłam się bezcenną ciszą, której również potrzebujesz, i podarowałam krótką modlitwę, jaką odmówiły moje wielkie niebieskie oczy, patrząc na rozciągnięte ramiona Jezusa w Rio. Byłam tutaj dla Ciebie. A Ty po prostu uwierz, że Tobie też się uda.





wtorek, 26 maja 2015

Pokochaj swoje szczęście. I za wszelką cenę walcz.

Dzień jak co dzień. Paskudny alarm w telefonie, krótka modlitwa, potem „raz, dwa, trzy…” i wstałam. Miałam wrażenie, że gdy brałam w jedną dłoń komputer i telefon, a w drugą pustą szklankę po wodzie, i schodziłam do kuchni, miałam jeszcze zamknięte oczy. Taki sposób na dosypianie. Na szczęście przemierzany setki razy w ciągu dnia dystans pomiędzy sypialnią a kuchnią był już tak dobrze zapamiętany w mojej głowie, że prawdopodobieństwo upadku ze schodów było jak jeden do miliona. Znalazłam się w kuchni, gdzie nieprzyzwoicie leniwymi ruchami przygotowałam śniadanie i włączyłam ekspres do kawy. Zanim przeszłam do jadalni, wrzuciłam brudne ubrania do pralki i nastawiłam pranie. Kobieta, nawet gdy jest nieprzytomna, dbanie o dom i domowników ma ewidentnie automatycznie zaprogramowane. To tak na marginesie.


Wnet obudziłam się. Teraz już na sto procent jestem pewna, że porzuciłam beztroskie bujanie w obłokach. Zresztą moje ciało również zapomniało o śnie. Wylałam na siebie filiżankę gorącej kawy… Szybko zdjęłam piżamę i wrzuciłam na siebie szlafrok. Usiadłam przy stole, na którym leżały moje książki, stos karteczek samoprzylepnych, na jakich zapisuję, co powinnam zrobić, komputer i pudełeczko z długopisami. Niespodziewanie poczułam, że moje ręce zrobiły się zbyt ciężkie, by zacząć pracować, a mój umysł jakby powiedział „nie, zmęczona jesteś”. Czy byłam? W trakcie maratonu, który trwa od „x” czasu i pewnie trwać będzie w nieskończoność, każdego dopadłoby zmęczenie, niechęć, poirytowanie czy złość. Naturalna reakcja… Niestety.


Są w życiu momenty, że przychodzi dziwne uczucie. Chwyta za gardło i  jednej sekundzie tak mocno ściska, że człowiek ma wrażenie, iż za chwilkę się udusi. Że to koniec czegoś, co chcielibyśmy, by trwało wiecznie. Bo jeszcze przed chwilą byliśmy na dobrej drodze, na tej, którą powinniśmy kroczyć. Wszystko, co się wokół działo, pchało do przodu. „Idź… No, idź…” – sekundę wcześniej ktoś siedział koło ucha i w kółko powtarzał. A może Ty tak masz, że w trakcie wręcz euforycznego biegu, biegu po pewne zwycięstwo, całkowicie znienacka wyrasta z ziemi mur. I nigdy się zatrzymasz, nie zdążysz. Tak rąbniesz głową w betonową przeszkodę, że migiem zapomnisz, po co wystartowałeś i do czego tak pędziłeś…


Bardzo podobne przypadki. Każdy przynosi taki ucisk, że przez gardło do płuc swobodnie nie dociera powietrze. Przez pewien czas szybkim krokiem maszerujesz od kąta w kąt próbując ustabilizować kołatające serce i szybki wręcz duszący oddech. Nie pamiętam, co wpełzło do moich myśli, co sprawiło, że się przestraszyłam, że poczułam ból, jakiś niewyobrażalnie wielki żal do samej siebie, a potem do świata… Ale szybko odnalazłam nieprzyzwoitą zawziętość i przypomniałam sobie, co sprawia, że się nie poddaję. Uwierz, Ty też masz siłę! Oczywiście, że ją masz. Nie mniejszą niż moja. Teraz czujesz uścisk na klatce piersiowej? Ktoś podciął skrzydła? Podstawił nogę? Popchnął, byś upadł? Nie odpuszczaj! Podnieś się i otrzep. Nade wszystko pokochaj swoje szczęście, które przecież jest tak blisko. I za wszelką cenę walcz. 


Ze szczególną myślą dla mojej, ostatnio wręcz ogromnej, inspiracji…


środa, 6 maja 2015

Taki czas dla mnie. Tylko dla mnie. Mazatlán

Ekstrawertyczka? Ciekawi mnie otaczająca rzeczywistość, lubię poznawać nowych ludzi, nawiązywać kontakty oraz utrzymywać stałe relacje. Coś w tym jest! Choć z psychologią nie jestem silnie związana, abym mogła pewnie odnaleźć odpowiedni termin określający moją osobę. Wygooglujmy… ‘Extra’ znaczy zewnątrz, ‘vertere’ to zwracać się (łac). Otwarta, spontaniczna i przyciągająca niczym magnez. Wszystko pasuje! Jak najbardziej. Ale…


Natłok obowiązków, ciągły brak czasu na to, co zaplanowaliśmy, stale przeciążony jutrzejszy dzień sprawia, że nasza podświadomość – a może już świadomość – poszukuje chwili tylko dla siebie, ucieczki przed tym, co otacza, przed hałasem i idealnie znaną monotonią. Wypatrujemy dużego znaku STOP, by zatrzymać się. Już nawet nie zwolnić, tylko stanąć. By wyłączyć wszystko wokół i usłyszeć wytęsknioną ciszę… Bo bez względu jak dobrze czujemy się w kontaktach z innymi, jak świetnie wykonujemy pracę, jak płynnie przepływamy przez wszystkie czynności domowe, potrzebujemy chwili wyłącznie dla siebie. 


Posłuchajmy tego… W jednym z e-maili, które od Was dostaję (cudownych e-maili), dowiedziałam się, że Czytelniczka mojej książki pewnego dnia obudziła się i postanowiła odstawić całą codzienność na bok, i spędzić dzień tak, jak sobie zapragnęła. Dodatkowo oznajmiła, że kończy z bezsensownym zamartwianiem się i do pracy chodzi na późniejszą godzinę. Do jedenastej rano ma czas na kawę, na coś, o czym zawsze marzyła. Teraz jej mąż zaczyna wcześniej dzień, by wyrobić się ze wszystkimi obowiązkami w firmie. Ale, ku jeszcze większemu zaskoczeniu, nie przeszkadza mu to, bo patrzy na szczęśliwszą żonę… 


Weźmy przykład! I zorganizujmy sobie czas. Przecież jesteśmy genialnymi kreatorami planu dnia, ewidentnie mamy to we krwi. Zaplanujmy wszystko i podarujemy sobie nawet kilka minut bycia samemu. Nie musimy na tydzień uciekać z domu. Wystarczy, że o sobie pomyślimy, usiądziemy w fotelu czy na ławce w ogródku, posłuchamy, co szepczą nasze serca i czego oczekują zmęczone umysły. I uwierzmy, że to, co dajemy innym, dla nas również okaże się wspaniałe.


Mazatlán – miasto w zachodnim Meksyku nad Oceanem Spokojnym. Jest określane jako „Perła Pacyfiku” ze względu na piękne plaże, z czym w pełni się z tym zgadzam! Skorzystałam z okazji i będąc na wyjeździe, odseparowałam się od wszystkiego… Teraz nadrabiam zaległości, wracam do ludzi, z którymi współpracuję, piszę książkę o nich i dla nich, dla Was, odpisuję na e-maile, rozmawiam z bliskimi… Ale, nie ukrywam, zastanawiam się nad kolejną możliwością. Na razie idę po prostu biegać, kiedy czuję potrzebę poświęcenia się wyłącznie temu, co mówi serce i podpowiada rozum. Taki czas dla mnie. Tylko dla mnie.  I jestem przekonana, że taka postawa w żadnym wypadku nie ma związku z chęcią przebywania w nieustannej samotności…

Z najserdeczniejszym pozdrowieniem dla mamy Asi. Uśmiechu i miłości!


sobota, 11 kwietnia 2015

Otaczaj się wspaniałymi osobami. Magda

Ja i Ty. Ludzie. Cały świat. Ci, których kochamy, podziwiamy, chwalimy i ci, z którymi utrzymujemy pasywną relację. Dlaczego? Bo nasz charakter kształtują nie tylko historie, jakie przeżyliśmy, doświadczenia, jakie zdobyliśmy, czy miejsca, w jakich byliśmy. Za dużą część naszej osobowości odpowiadają ludzie, których spotkamy. Osoby, jakie są w naszym życiu do teraz i te, które miały jednorazową w nim rolę. 
...  
... 
Komu zawdzięczam to, kim teraz jestem? Jakimi osobami otaczam się przez całe życie? Kogo przyciągam i kogo spotykam (nie)przypadkowo? A kogo moje dobre Anioły stawiają na drodze, jaką podążam. Celowo. Bym mogła widzieć, co widzę. Myśleć, co myślę. Pisać, co piszę. I wierzyć we wszystko, co jest dobre i piękne.
 
   
Magda jest wspaniałym projektantem i cudowną otwartą osobą. Jest zawsze chętna do nauki i do poznawania nowych ludzi. Jest kreatywna w pracy i niezastąpiona w życiu osobistym innych – jako przyjaciel, córka, siostra, znajoma. Jest przy mnie. Kopnie, jak trzeba. Potrząśnie. I przytuli, gdy się już doszczętnie rozsypię. Wspiera, motywuje i radzi. Jak prawdziwy przyjaciel. Bez względu na miejsce i czas. Bez wyjątku. 
... 
..  
Magda to moja Druga Dusza, w genialny sposób mnie wyczuwa, moje nastroje i zamiary. Kiedy usiadłam, by zredagować ten tekst, przesłała mi jeden z kawałków Jamesa Bay’a. Słucham, publikuję i co rusz wycieram mokre od łez policzki... Dziękuję.
 . 
 
Bo jesteś moją Drugą Duszą, jesteś bliższa niż ktokolwiek na świecie, jesteś aniołem, który dzieli ze mną wszystko. Wszystkie chwile, dobre i złe, piękne i posępne. Te najcudowniejsze. Jesteś mi najbliższa, jak matka i siostra w jednej osobie... ('Przecież wiesz' Aleksandra Grzymkowska)




(fragment mojej powieści)

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Tam, gdzie każda zagadka znajduje swoje rozwiązanie...

Triduum Paschalne Święta Wielkiej Nocy spędziłam wśród meksykańsko-kolumbijskich znajomych. Miło, życzliwie i, śmiało rzucę, rodzinnie… Tutaj w Meksyku te święta wyglądają troszkę inaczej. Dla nas katolików nie różnią się bardzo, ponieważ mamy takie same uroczystości przygotowujące do Zmartwychwstania. Ale razem z dniami wprowadzającymi w tę wyniosłą chwilę, zaczynają się dni wolne od pracy. I odwrotnie, poniedziałek – nasz drugi dzień świąt – jest dniem powszednim. W Semana Santa (z hiszp. Święty Tydzień) w najważniejsze dni – w Triduum Paschalne, w jakich ludzie wierzący celebrują mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa – Meksykanie rozpoczynają los días de descanso (z hiszp. dni wolne). 


TĘSKNOTA W okresie świątecznym, co jest kwestią jak najbardziej zrozumiałą, tęsknimy za domem – rodzicami, rodziną, przyjaciółmi… – ze zdwojoną siłą. A nasza podświadomie stworzona nieprzerywalna więź bezdyskusyjnie staje się silniejsza… Ale tęskniąc za kimś lub za czymś, wiemy, że w naszym życiu kiedyś wydarzyło się coś wspaniałego czy ludzie, których poznaliśmy, wywarli na nas pozytywne wrażenia lub od długiego czasu są szczególnymi osobami. Przez tę tęsknotę za domem wewnątrz siebie najpierw odnajdujemy ogromną potrzebę stworzenia podobnej relacji, jaką mamy z bliskimi, a potem otwieramy się na wszelkie nowości, które spotkamy. I to wszystko jest bardzo ważne.


ZAGADKA Gdziekolwiek nie jesteśmy, musimy pamiętać, co stworzyło nas takimi ludźmi, jakimi teraz jesteśmy. Z kimkolwiek przebywamy, nie rozstawajmy się z myślą, że nasze wnętrze wypełniają te cechy, które wybudowaliśmy przez kontakt z najbliższymi nam osobami. Dlatego od początku szukajmy w każdym innym człowieku tych wartości, w jakich zakochaliśmy się, właśnie dzięki tym osobom, za którymi tęsknimy. A teraz razem spójrzmy na piękne słowa, które w niedzielę Wielkanocną otrzymałam w e-mailu od mamy: „Człowiek podąża na zewnątrz w różnych kierunkach, zamiast wejść w siebie, gdzie każda zagadka znajduje swoje rozwiązanie...” I częściej zaglądajmy w głąb siebie.





niedziela, 29 marca 2015

Oczy szeroko otwarte...

Przez pobyt w innej strefie czasowej, gdy jecie obiad, ja parzę poranną kawę, a gdy ja jestem w trakcie el almuerzo (z hiszp. obiad, lunch), wy kończycie dzień. Troszkę się pogmatwało z naszą komunikacją, ale jak widzicie, wspólnie dajemy radę! Wczoraj, kiedy zapewne większość z Was kładła się już do łóżek, ja postanowiłam pobiegać. Przyznam się, złapałam dużego lenia, który usiadł mi na ramieniu i ciągle powtarzał: „pobiegasz jutro, dziś nie musisz…”. Otóż nie! Właśnie musiałam. Podobno jeśli coś przekładasz, będziesz na 99% przekładał to w nieskończoność. A Twoje „jutro” stanie się najbardziej zajętym dniem w roku. Bo codziennie jest przecież jutro.


Przerwałam pracę. Szybko, choć z lekkim przekąsem, wskoczyłam w strój do biegania i po kilku ćwiczeniach rozciągających wystartowałam. Musicie uwierzyć! Biegłam maksymalnie pięć minut, gdy na drodze znalazłam… Pieniążek! Leżał taki maleńki i błyszczał, ściągając na siebie uwagę. I co w tym dziwnego? Zaskakującego? Posłuchajcie, trafiam na nie tylko wtedy, kiedy szukam odpowiedzi na dręczące mnie pytanie lub zastanawiam się, czy decyzja, jaką podjęłam jest słuszna. O czym myślę od kilku dni? Co planuję? Jakie zmiany chcę wdrążyć w swoje życie? Nie pomyślcie tylko, że znudziłam się Meksykiem. Skądże znowu! Hmm… Na razie – wybaczcie – zatrzymam nowinę w tajemnicy.


Takich drobiazgów, które są świetnymi drogowskazami oraz stale przynoszą szczęście, życzę Wam wszystkim! Jak najwięcej… Ale pamiętajcie, zawsze musimy mieć oczy szeroko otwarte.


Zapraszam również na moją stronę na Facebooku: 

niedziela, 22 marca 2015

By podróżować...

Znaleźć się między niebem a ziemią. Trwać w rzeczywistości, spełniając marzenia. Walczyć pasją, chować strach, brać wszystko, co niesie los i poznawać to, co do dziś było obce. Kochać, być wdzięcznym, dziękować. I jak najwięcej śnić. Bo to sny najczęściej zabierają w niezapomniane dalekie podróże…
  

wtorek, 17 marca 2015

Bo w kupie raźniej. Przecież wiesz

Dzwoni budzik. Piąta rano. Włączam po omacku drzemkę. Nadsłuchuję, ptaki już śpiewają. Otwieram oczy. Patrzę na obraz za oknem. Na dworze ciemno… I zimno. Raz, dwa, trzy – wychodzę spod kołdry. Idę do kuchni. Włączam ekspres do kawy i przechodzę do salonu. Odpalam komputer. Są e-maile, są te od Ciebie. Siadam i czytam. Senność pomału odchodzi. Do głowy napływają nowe pomysły. Notuję wszystkie. Ty – moja inspiracja. Człowiek, którego nigdy nie spotkałam, a czuję, że tak dobrze Cię znam. Bo Ty mnie poznałeś. Mój umysł, który zaprosił do środka. Co dziś będzie? Co zaplanuję? Ja, książka, moja praca. I wiem, gdzie idę, dokąd zmierzam. Czuję, że jestem. Że żyję. 



Każdy kocha coś robić. Jedni uwielbiają rysować, drudzy śpiewać, tańczyć. Są tacy, którzy piszą i tacy, którzy czytają. Mamy pasję. Mamy też marzenia. Jaka różnica? Czy w ogóle jest jakaś różnica? Oczywiście, że jest! Robiąc to, co kochamy, czyli realizując swoje pasje, biegniemy ku największemu i jesteśmy na drodze w spełnianiu marzeń. Takie to proste. Nieprawdaż? A jednak momentami, aż boli… Trzeba zrezygnować z pewnych beztroskich chwil, czasem z dnia wolnego od codziennej pracy. Potwornie wcześnie rano wstać albo zarwać noc. Ech, tak błogo mogliśmy spać. Zadeklarowałabym, że nie martw się, efekty będą zadowalające. A Ty wtedy krzyknąłbyś, że żadnej nowości nie powiedziałam... 
    

Jest Ci ciężko? Jeśli jest, wybrałeś dobry cel. I wtedy nie możesz się poddać. Za żadne skarby! Długo to trwa? Bądź cierpliwy! Nie wychodzi? Próbuj. Za trzecim razem się uda. Nie słuchają Cię inni? Widocznie za mało zrobiłeś. Jesteś sam? To szukaj! Na pewno ktoś potrzebuje takich pięknych działań, jakie robisz. Pamiętasz Projekt Przecież wiesz? Dziewiętnaście osób i jeden kot. Teraz wiesz, jakie hasło rzucę w Twoją stronę? W kupie raźniej! Tylko posłuchaj, po pierwsze: szczerość, po drugie: zawziętość, po trzecie: zwycięstwo. Bądź szczery wobec innych. I uparcie dąż do tego, co wydaje się nieosiągalne. A z myślą, że wygrasz, nie rozstawaj się. Bo wygrasz. Przecież wiesz.

    
Podziękowania pełne uśmiechu kieruję do Oli Bernackiej za portret jednej z bohaterek mojej książki. 
Olu! Pomyślności i spełnienia...

wtorek, 10 marca 2015

Ani pieniędzmi, ani stresem…

Podekscytowana wpadłam do sypialni, złapałam kurtkę i równie szybkim krokiem pomaszerowałam po schodach w dół. Stanęłam koło wyjścia. Poprawiłam włosy, wrzuciłam błyszczyk do torby i upewniłam się czy mam bilet. Wybiegłam z domu. Dzisiejszy wieczór miałam spędzić inaczej. Uwielbiam to, co jest mi jeszcze nieznane. – ¡Aleks! ¡Vamos al partido! (z hiszp. Aleks! Idziemy na mecz!) – usłyszałam, kiedy przekręcałam klucz w drzwiach. Odwróciłam się i z promiennym wyrazem twarzy wskoczyłam do auta, którym przyjechały moje znajome.



Byliście kiedyś w miejscu, gdzie nie znaliście nikogo? W sytuacji, kiedy z jednej strony stajesz się bardziej ostrożnym niż na co dzień, a z drugiej otwierasz na tyle szeroko swoje serce i umysł, by zaprosić jak największą liczbę osób. I najlepiej jak najszybciej. Bo daleko od domu zawsze czujesz jakiś brak… Na jednym ze spotkań z Czytelnikami powiedziałam, że odziedziczyłam po mamie pewną wspaniałą cechę – przyciągam ludzi. Łatwo nawiązuję kontakt. Szybko też obdarzam ludzi zaufaniem. Czy wtedy ryzykuję? A czymże byłoby nasze życie bez ryzyka?


Zajęłyśmy miejsca. Idealne! Super widok na całe boisko. Moja znajoma z Kolumbii a druga z Meksyku kilkakrotnie zapytały czy todo bien (z hiszp. wszystko dobrze). Oczywiście, że dobrze! Jak mogło być inaczej?! Usłyszałyśmy gwizdek sędziego rozpoczynający mecz. Na stadionie klubu Santos podniosła się przyjemna dla ucha wrzawa. Czy mam szczęście do ludzi? Nie zaprzeczę. Zawsze też potrafiłam znaleźć się w odpowiedniej chwili i miejscu. Dlaczego? Zakładam, że drugi człowiek może być moim przyjacielem, nie wrogiem. I dużo się uśmiecham. Bo za to nic nie płacę. Ani pieniędzmi, ani stresem…


czwartek, 5 marca 2015

Niewidoczne jest widoczne

Wzięłam kolejny kęs sałatki owocowej. Tym razem trafiłam na coś kwaśnego i automatycznie zmrużyłam oko. Po chwili uśmiechnęłam się mimowolnie. Podczas śniadania wróciłam myślami do mamy, taty i siostry – do najwspanialszego domu na świecie, jaki od początku wspólnie tworzymy. Ale dziś jest Meksyk, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Wszystko inne, niepoznane jeszcze i nadal niewiadome… Czy zdążyłam już zatęsknić? Wydaje mi się, że natłok nowości, sytuacji bądź osób nie daje wolnej przestrzeni dla tęsknoty. Oczywiście pozostaję myślą przy tych wszystkich, którzy są tam, a nie ze mną tutaj.


Mimo pewnego rodzaju podniecenia, związanego z obecnością w nowym miejscu, niedzielę pragnęłam spędzić po swojemu – tak, jak nauczyła mnie tego mama. Dziś najważniejszy był wspólny posiłek, chwila dla siebie i modlitwa. Jak się później okazało, plan był dobry, a jego realizacja nietrudna. Nowo poznani znajomi zorganizowali samochód, i udaliśmy się na wycieczkę połączoną z obiadem. Nie pytałam, gdzie dokładnie jedziemy. Dość kręta droga, prowadząca w górę, z postawionymi co kilkanaście metrów krzyżami, zdradziła jednak dokąd zmierzmy – Cristo de las Noas, druga co do wielkości figura Chrystusa w Ameryce Łacińskiej.


Zaparkowaliśmy auto. Wyszłam i stanęłam jak osłupiała. Ogarnął mnie stan przyjemnego ożywienia. Poczułam się w pełni szczęśliwa. Odwróciłam głowę i spojrzałam na niekończącą się panoramę wyblakłego miasta… Ścisnęłam swój amulet, który od początku trzymałam w garści, chcąc znaleźć moment tylko dla siebie. Podeszłam do barierki. Najbliżsi – miłość… Moje życie, walka, cierpienie, radość i wygrana – wiara. I nadzieja – ta na pomyślny każdy następny dzień. Posłuchajcie, to, co nie jest widoczne dla oczu, zawsze jest widoczne dla naszych serc. Bez względu kiedy i gdzie jesteśmy...


niedziela, 1 marca 2015

One afternoon in Paris

Błyskawicznie podniosłam powieki. Potrzebowałam kilka sekund, by uświadomić sobie, gdzie jestem i co właściwie tutaj robię. Samolot, strajk pracowników lotniska, opóźniony lot, brak czasu na zmianę samolotu… Customer service i finalnie – noc w Paryżu. Nie miałam odwagi wyściubić nosa spod kołdry, przez okno, którego nie zamknęłam przed snem, wpadało chłodne powietrze. Wysunęłam dłoń, złapałam tablet, odblokowałam i szybko znalazłam utwór Vanessy Paradis. „Il y a lalala.Si l'on prenait le temps Si l'on prenait le temps. Il y a là la littérature. Lemanque d'élan. L'inertie, le mouvement…”


W ciągu paru minut wyskoczyłam żywiołowo z pościeli. Prysznic, make up, pozbieranie porozrzucanych wczoraj rzeczy. Potem śniadanie i kawa ze słodką francuską bułeczką. Szybko połączyłam się z internetem. Wyszukałam, czym najlepiej jest trafić do centrum Paryża i już za chwilę prężnym krokiem maszerowałam w stronę Musée du Louvre. Weszłam na plac, na którym usytuowane były przeszklone piramidy. Odwróciłam się. Starałam się ogarnąć wszystko, co było w zasięgu mojego wzroku. Wnet zobaczyłam dumnie stojąca wieżę Eiffla. Z wrażenia, a dokładniej z podekscytowania, usiadłam…


Z trudem przeczytałam na szyldzie – Pré Aux Clercs… – i bez wahania zajęłam miejsce przy stoliku. Zamówiłam café, wcisnęłam słuchawki do uszu i włączyłam piosenkę, która towarzyszyła mi od rana! Nie możemy zakładać, że wszystkie sprawy ułożą się po naszej myśli w najdrobniejszych szczegółach. Zawsze powinniśmy być przygotowani, że coś innego się wydarzy. Czy będzie to komplikowało nasze plany? Oczywiście, że tak! Musimy jednak przyjąć, że nie ma drogi bez pomyślnego wyjścia i na pewno ułoży się podobnie, a nawet lepiej, niż planowaliśmy. Spójrz, mój lot się opóźnił, ale dzięki temu utrudnieniu spędziłam urocze popołudnie w Paryżu...